niedziela, 17 maja 2020

Współpraca w czasie edukacji zdalnej

Edukacja zdalna zaskoczyła nas wszystkich.
Nie czułam się do niej przygotowana - mimo, że TIK nie stanowi dla mnie problemu.

Nauczanie na odległość to jednak coś więcej niż tylko stosowanie narzędzi.
Musiałam nauczyć się, jak utrzymać relacje z uczniami, 
którzy są również w trudnej i nieznanej im rzeczywistości. 
Wciąż mam setki pytań. Ile zadawać? Ile lekcji on-line?
Jak tłumaczyć? Komu pomóc i jak?  Za mało? Za dużo? itd.

Potrzeby uczniów też są różne - co wyszło w robionych przeze mnie ankietach.
Jedni chcą tylko wysłania zadań, drudzy tylko lekcji on-line.
Jedni więcej zadań plastycznych i kreatywnych, drudzy tylko z podręcznika.
I takich skrajności jest więcej.
Cały czas próbuję poukładać to sobie, znaleźć kompromis.



Nie jest to łatwe zadanie i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się 
wypracować system, który zadowoli nas wszystkich - mnie, uczniów, rodziców.

W zeszłym tygodniu z klasami 6 postanowiłam pracować w grupach.
Uczniowie mieli razem napisać opowiadanie.
Nie wiedziałam, jak nam to wyjdzie i czy w ogóle się uda.

Pisałam o moim pomyśle TUTAJ.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać efekty.
Uczniom zdarzają się drobne błędy, proszę o wyrozumiałość :)

Wczoraj dostałam pierwszy komplet - opowiadanie spisane i nagrane.
Do tego jeszcze rysunek (co nie było obowiązkowe).


 Członkowie grupy uzupełnili również ankietę, w której pytałam, jak przebiegała ich praca.
Zwróćcie uwagę, jak podzielili się pracą. Każdy miał swój wkład. 


NAGRANIE OPOWIADANIA:




OPOWIADANIE - grupa 2 6b: Hania, Julka, Klaudia, Karolina i Olek.

      Nastoletni Jasper był właśnie w drodze do szkoły. Nikt nie podejrzewał, że skrywał mroczny  sekret. Będąc wśród rówieśników nie zwracał na siebie zbytnio uwagi, chyba że przygrzało słońce, w takie dni zawsze miał przy sobie parasolkę. Nikt tak naprawdę nie wiedział po co. Zdradzić wam ten sekret ?

      Cześć jestem Jasper nastoletni wampir, wszyscy myślą, że mam 17 lat, jednak jestem dużo starszy, tak na prawdę mam 324 lata. Jak każdy wampir jestem zabójczo przystojny, ale również bardzo blady .
      Wróćmy do rzeczywistości właśnie skończyłem nudną matematykę. Wracając do domu dostałem dziwnego SMS z prośbą spotkania  w opuszczonym kościele o północy. Przyszedłem w umówione miejsce, choć nie wiedziałem, kto do mnie napisał. Było ciemno i ponuro. Spotkałem tam starszego  mężczyznę ubranego w drogi garnitur z wąsikiem. Wydawało mi się, że go znam ,tylko nie pamiętałem skąd..

Podszedł do mnie i powiedział:
      Witaj Jasper
      Skąd zna pan moje imię ?
      Jestem starym znajomym twojego ojca, wiem, jaki skrywacie sekret.
      Po co mnie pan tu wezwał ?
      Jestem  Bruno. Wezwałem cię po to, abyś mi pomógł.
      Ale  w czym ?
      Moją córkę Azarę porwano dla okupu, musisz mi pomóc ją uratować.
      Dlaczego akurat ja ?
      Ponieważ tylko tobie mogę zaufać. Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz w tej torbie. I  bym zapomniał.

*Przybiega rasowy golden retriver.

      To jest  Cerber, najlepszy przyjaciel Azary. Pomoże ci ją odszukać.
      Na  to  się nie zgadzałem!  No dobra, pomogę ci ją odszukać.
      Dziękuję, jestem twoim dłużnikiem. Wyrusz z  samego rana.
       
*Po czym Bruno odsuwa się w cień i znika bez śladu.

     Wróciłem do domu. Nie do końca docierało do mnie, co się właśnie stało. Postanowiłem zajrzeć do torby. W środku znalazłem: fałszywe dokumenty, broń  i najpotrzebniejsze informacje dotyczące sprawy, na spodzie było zdjęcie jakiegoś mężczyzny. Był to nie jaki Bruce Wayne.

     Od razu poznałem tego gościa, niestety zbytnio się nie lubiliśmy, wręcz  nie cierpieliśmy. Przynajmniej wiedziałem, gdzie jej szukać - Tokyo.

     Z samego rana 'pożyczyłem' auto ojca i pojechałem na lotnisko. Kupiłem bilet i wsiadłem na pokład, po siedmiu godzinach wylądowałem na lotnisku w Tokyo. Musiałem się dostać do najbardziej strzeżonego domu w całej Japonii. Zatrzymałem się w pobliskim barze, żeby coś zjeść,  a później  siadłem na motor,  który stał przed barem i ruszyłem.

     Dopiero po chwili zauważyłem, że goni mnie banda Japończyków. Zaczęli do mnie strzelać, na szczęście miałem przy sobie moją parasolkę kuloodporną, która później posłużyła mi jako broń. Gdy ich zgubiłem, przypomniałem sobie,  że zostawiłem Cerbera przed barem, gdzie jadłem. Ale postanowiłem po niego nie wracać, ważniejsze było uratowanie Azary.

      Dojechałem do celu i zacząłem obserwować dom, aby obmyślić plan działania.
- AAAAAAAŁŁŁ! – to Cerber ugryzł mnie  w tyłek.
- Cerber! Co ty wyprawiasz!!!!!!!!!!!  Skąd się tu wziąłeś? ZŁY PIES!!!!!!! Ale dobrze, że mnie znalazłeś.

     Strażnicy zaczęli coś podejrzewać, ruszyli w moim kierunku. Wtedy Cerber zaczął  mnie ciągnąć za nogawkę w stronę krzaków. Zachwiałem się  i nastała ciemność.

      Obudziło mnie lizanie Cerbera, jak wstałem, strażników już nie było. Wtedy wkroczyłem do akcji. Powoli zacząłem otwierać drzwi, gdy nagle coś rzuciło mi się na plecy. Zacząłem się szamotać,  w końcu zrzuciłem napastnika. Gwałtownie się obróciłem i zobaczyłem wielkiego wilczura, na którego rzucił się Cerber. Zaczęli się szarpać i gryźć, a ja skorzystałem z sytuacji i wszedłem  do środka.  Powoli skradałem się, gdy zza rogu wyskoczył jeden strażnik a za nim drugi, byłem już zmęczony i głodny. Uznałem, że nie będę walczyć z takimi mięczakami więc zaspokoiłem mój głód. Gdy już obaj leżeli u mych stóp, ruszyłem dalej.

      Nagle strażnicy zaczęli mnie otaczać, uświadomiłem sobie, że wpadłem w pułapkę. Usłyszałem za sobą klaskanie i nagle zza rogu wyłonił się Bruce Wayne. A koło niego stała związana i pobita Azara.


* ciąg dalszy nastąpi


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.